5 błędów, które popełniłam prowadząc miejsce warsztatowe

Przez cztery lata prowadziłam własne miejsce warsztatowe. Założyłam Bajlę prawie sześć lat temu (w grudniu 2011 roku). Zdobyłam dotację, wynajęłam lokal na krakowskim Kazimierzu i organizowałam w nim przeróżne zajęcia, kursy i warsztaty. To był bardzo fajny czas, nauczyłam się setek nowych rzeczy i poznałam przecudownych ludzi – trenerki, instruktorów, uczestniczki i uczestników zajęć. Popełniłam też sporo błędów, z których na szczęście wyciągnęłam wnioski. Spisałam je dla Ciebie – czytaj i unikaj moich potknięć!

 

1. Za dużo „samodzielności”

Wszystkim zajmowałam się sama. To znaczy zatrudniałam trenerki, animatorki i instruktorów, którzy prowadzili zajęcia, ale poza tym pełniłam funkcję recepcjonistki, managerki, księgowej, sprzątaczki, zajmowałam się zaopatrzeniem, skręcaniem mebli, reklamą, sprzedażą, kontaktem z klientami, odpisywaniem na maile i odbieraniem telefonów. Byłam wciąż zajęta bieżącymi sprawami. Nie starczało mi już czasu i energii na myślenie o rozwoju biznesu, planowanie i strategiczne zdobywanie nowych klientów. Czułam się zmęczona, a nowe pomysły nie przychodziły mi do głowy.

 

2. Za mało strategii

Ten punkt wynika wprost z powyższego. Za bardzo skupiałam się na bieżących sprawach, a zbyt rzadko spoglądałam na biznes z góry. Nie tworzyłam strategicznego planu promocji i poszerzania zasięgu. Nie miałam spójnego pomysłu na stopniowe zdobywanie nowych klientów. W ogóle rzadko planowałam z wyprzedzeniem większym niż dwa miesiące. Przez to każde wakacje i święta były ogromnym wyzwaniem. Uczestniczki wyjeżdżały i zajmowały się swoimi sprawami, regularne zajęcia się nie odbywały, a ja musiałam zapłacić czynsz, gaz, prąd i składki ZUS.

 

3. Za dużo schematów

Przez ciągły kołowrotek bieżących spraw i zmęczenie, moja kreatywność była mocno zablokowana. Myślałam utartymi schematami. Nie wychodziłam „out of the box”. Opierałam Bajlę na modelu, który znałam wcześniej ze szkół tańca. Organizowałam stałe kursy z cotygodniowymi zajęciami. Uczestniczki mogły dołączyć w każdym momencie, mogli wykupić miesięczny karnet lub jednorazowe wejście. Mogli też skorzystać z zajęć na podstawie kart sportowych (typu Multisport). Ten model wiązał się z ogromną nieregularnością wpłat – przychody Bajli były zależne od pogody i nastroju kursantek.

Dopiero, kiedy po czterech latach podjęłam decyzję o rezygnacji z wynajmowania stałego lokalu, zaczęłam otwierać się na nowe pomysły, inne modele biznesowe i odrobinę szalone, pracochłonne, ale opłacalne przedsięwzięcia.

 

4. Za mało dodatkowych źródeł dochodu

Wspierałam bajlowy budżet wynajmowaniem sali warsztatowej na godziny. Nie pomyślałam jednak o wynajmowaniu sali na weekendowe szkolenia – ze stawką za cały dzień lub weekend, poczęstunkiem i przygotowaniem sali. Teraz dopiero widzę, że taka usługa jest bardzo potrzebna i sama z niej korzystam.

Na szczęście po dwóch latach znalazłam stałych partnerów wynajmu – Famigę (jeśli szukasz fajnych zajęć dla dzieci w Krakowie, zajrzy do nich koniecznie). Dzieliliśmy się czasem korzystania z lokalu i kosztami jego utrzymania.

 

5. Za mało odwrotów

Pisałam już o tym, że nieczęsto spoglądałam na biznes z dystansu. Zbyt rzadko podejmowałam decyzje o tym, żeby zrezygnować z działania czy zajęć, które nie przynoszą dochodu, a pochłaniają ogrom energii. Mówię na przykład o przyjęciach urodzinowych dla dzieci. Atrakcje dla dzieciaków zapewniały zawsze świetne animatorki. Ja pełniłam tylko funkcje pomocnicze, mimo to zawsze po takim przyjęciu byłam wykończona.

Na początku testowanie różnych aktywności było bardzo potrzebne. Za to po pierwszym etapie działalności warto skupić się na kilku wybranych usługach. Ja długo próbowałam łapać za ogon wszystkie sroki i organizować warsztaty rękodzieła, komediopisarstwa, tańca gruzińskiego, relaksacyjne, rozwojowe, stylowe, kosmetyczne, baletowe i różne inne. A na dokładkę wieczory panieńskie, przyjęcia urodzinowe dla dzieci, imprezy integracyjne dla firm i szkolenia.

 

Jak Bajla działa teraz?

Latająco! Z powodzeniem prowadzimy w Krakowie (razem z drużyną trenerów) szkolenia z emisji głosu, kursy samoobrony i od czasu do czasu inne zajęcia. Otwarte dla wszystkich i dla zamkniętych grup z dużych firm. Wynajmuję odpowiednie sale w innych klimatycznych miejscach warsztatowych. Tylko wtedy, kiedy tego potrzebujemy. Płacę za konkretną liczbę godzin. Najczęściej moja obecność w trakcie kursów w ogóle nie jest potrzebna, więc wpadam tylko od czasu do czasu przywitać się z uczestnikami i zamienić kilka słów z prowadzącymi. Bilety na szkolenia sprzedaję przez sklep internetowy. Mam czas i energię na rozwijanie Bajli. Jak wiesz, organizuję też fajne wydarzenia na zlecenie innych kreatywnych biznesów jako Ania organizuje! A propos – jeśli chcesz, pobierz mój bezpłatny poradnik!

Mam nadzieję, że ten wpis będzie dla Ciebie pomocny. Ogromnie się cieszę, że mogłam prowadzić stacjonarną Bajlę i rozwinąć ją jeszcze bardziej po zmianie modelu biznesowego. Nigdy w życiu, na żadnych studiach ani kursie, nie nauczyłam się tak dużo! To niesamowita przygoda i czuję, że będzie coraz ciekawiej 🙂

A Ty, jakie masz wątpliwości? Myślisz o założeniu swojego miejsca warsztatowego? A może już takie masz?

 

Pomogę Ci!

Prowadzisz miejsce warsztatowe, szkołę tańca, szkołę językową, salę szkoleniową i potrzebujesz zmian? Chcesz dopiero założyć swoje miejsce, ale nie wiesz, jak się za to zabrać? Umów się ze mną na konsultację!

6 komentarzy for “5 błędów, które popełniłam prowadząc miejsce warsztatowe”

says:

Znam to. Ale na szczęście nigdy nie wynajęłam lokalu na stałe… a byłam już blisko w tym roku. Twarde podliczenia wyleczyły mnie kolejny raz i nadal jestem wolnym ptakiem :). No i działanie w pojedynkę – moja pseudo-specjalność. Staram się odchodzić od tego małymi krokami :). Buziaki Aniu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *