Dlaczego Ania organizuje? Moja historia

Ostatnio na Facebooku poprosiłam o wybranie tematu kolejnego wpisu. Wybraliście opowieść o tym, jak powstała Ania organizuje!

Spełniam zatem życzenie i opowiadam o tym, co doprowadziło mnie do pomysłu na organizację fajnych wydarzeń.

 

Trochę teorii

Start. Kraków, 2006. Dość przypadkowo trafiłam na studia „Animacja kultury” na UJ. Zasypiałam z nudów na zajęciach z przedmiotów pedagogicznych. Na pierwszym ustnym egzaminie z „Fenomenologiczno-hermeneutycznych podstaw pedagogiki” wszystko pomieszałam. Za to sporo dowiedziałam się o pisaniu projektów kulturalnych, możliwościach ich finansowania, animowaniu społeczności przy pomocy działań kulturalnych (np. fajnych wydarzeń), budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, tworzeniu produktów lokalnych. Zyskałam logiczne, projektowe podejście do koordynacji różnych przedsięwzięć.

Co najważniejsze, poznałam super fajnych ludzi. Nadawaliśmy na tych samych falach i zorganizowaliśmy razem wiele fajnych wydarzeń. Przyjaźnimy się do dzisiaj.

 

Pierwszy raz

Pamiętam, jak na drugim roku studiów Marek, opiekun praktyk ze Śródmiejskiego Ośrodka Kultury, zlecił mi organizację prostego wydarzenia. Myślałam, że to żart – przecież ja nie umiem. Ostatecznie razem ze znajomymi przygotowaliśmy latynoski wieczór z koncertem i pokazem salsy. Przyszła moja ciocia, ale też inni, zupełnie nieznajomi ludzie. Co więcej, dobrze się bawili.

 

Taneczna kariera

Jednocześnie przez kilka lat regularnie chodziłam na zajęcia z salsy. Zdarzyło mi się nawet kilka razy zatańczyć w trakcie pokazów – zobaczyłam jak od środka wygląda przygotowanie imprezy w małym klubie u Miguela i dużego firmowego eventu dla kilkuset osób w hotelu na Mazurach.

Już wtedy czułam, że połączenie pracy z pasją to dobry pomysł. Dlatego zatrudniłam się w recepcji szkoły tańca, żeby trochę dorobić. Pierwszego dnia, kiedy zostałam sama, ręce trzęsły mi się ze stresu. Ludzie przychodzili, telefon dzwonił, a ja musiałam ogarnąć zapisy, karnety, nowe twarze, raport kasowy, alarm. Z każdym dniem czułam się już coraz pewniej. Kiedy wytłumaczyłam po angielsku potencjalnej klientce, co to jest taniec jazzowy, stwierdziłam, że daję sobie radę całkiem nieźle.

Poznałam specyfikę pracy w szkole tańca. Dowiedziałam się, na czym polega organizacja kursów, sprzedaż karnetów, praca z ludźmi, koordynacja zapisów, kontakt z trenerami, promocja.

 

Trochę orientu

Po roku jedna z instruktorek zapytała, czy nie chciałabym zostać managerką jej szkoły tańca brzucha. Miała zamiar po wakacjach otworzyć własne studio. Zgodziłam się. Nie do końca wiedziałyśmy, na co się porywamy. Właśnie dlatego z entuzjazmem zaczęłyśmy od zera. Pomogłam jej wynająć salę i uruchomić kilka kursów. Miałyśmy stronę, plakaty, ulotki i pierwsze klientki. Ja zajmowałam się zapisami, promocją, kontaktem z kursantkami, formalnościami, poszukiwaniem sal tanecznych do wynajęcia i kilkoma innymi rzeczami.

Nauczyłam się koordynować kursy tańca, promować zajęcia, zapobiegać nieporozumieniom z klientkami, odliczać koszty prowadzenia działalności od podatku. Dowiedziałam się, że współpraca z prywatnymi miejscami warsztatowymi jest o niebo łatwiejsza i bardziej pewna, niż wynajem sal od domów kultury. Zobaczyłam na własne oczy, że prowadzenie działalności gospodarczej jest trudne i jednocześnie szalenie wciągające!

 

IFKA

Ze wspomnianymi wyżej przyjaciółmi ze studiów uznaliśmy, że wspólna organizacja wydarzeń to genialna zabawa. Przez kilka następnych lat robiliśmy w krakowskich knajpkach koncerty, wystawy, wernisaże, tematyczne imprezy taneczne i cykl imprez komediowych „MówTO”. Pisaliśmy projekty, składaliśmy wioski o dofinansowanie. Udawało nam się zdobyć głównie dotacje celowe w wysokości 300 zł od Fundacji Bratniak, ale bawiliśmy się cudnie. Dostarczaliśmy rozrywki innym i sobie. Przekonaliśmy się, jak dużo można zorganizować za darmo, że entuzjazmem można przekonać ludzi do wsparcia naprawdę szalonych pomysłów.

Z czasem zaczęło nam brakować osobowości prawnej i na piątym roku studiów założyliśmy Stowarzyszenie Inicjatyw Kulturalnych IFKA. Pokonaliśmy masę formalności, zdobyliśmy sporo nowej wiedzy o funkcjonowaniu trzeciego sektora w Polsce, o KRSie, odpowiedzialności zarządu i pełnej księgowości. Z ogromną uwagą przestudiowałam nawet archaiczną wtedy ustawę „Prawo o stowarzyszeniach”. Nocami śniło mi się, że gubię się w zagmatwanych korytarzach krakowskiego sądu.

 

Jak było w PACE?

Na trzecim roku w ramach obowiązkowych praktyk trafiliśmy do krakowskiej Rotundy. Co kilka dni chodziliśmy tam upominać się o  jakieś fajne zadania – w końcu musieliśmy czymś wypełnić dzienniczek praktyk. Upór się opłacił, bo dyrektor Rotundy zgodził się, uścisnął nam dłonie i szybko odesłał do dyrektor programowej. Ona z kolei odesłała nas na dół, do siedziby Stowarzyszenia Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA. Szybko się tam zadomowiliśmy i zostaliśmy trzy lata. Pomagaliśmy w organizacji 25., 26. i 27. Festiwalu PAKA. Zajmowaliśmy się recepcją, opieką nad kabaretami i jurorami, scenografią, wypisywaniem plakatów, rozwożeniem zaproszeń, zdobywaniem drobnych, rzeczowych sponsorów i setką innych zadań. To były czasy niesamowitych imprez w kabaretowym gronie. Tańce do rana, dużo pracy i mało snu. Do tej pory nie wiem, skąd mieliśmy siłę na to wszystko.

Pamiętam zwłaszcza jeden dzień w trakcie 25. edycji Festiwalu. 25 godzin na 25-lecie PAKI. Dokładnie tyle czasu bez przerwy trwały poszczególne punkty programu. Po tym, jak z sukcesem wsparliśmy organizacyjnie to przedsięwzięcie, stwierdziłam, że mogę wszystko.

Praca przy PACE, Festiwalu Jazz Juniors, Juwenaliach i rotundowych koncertach dała mi ogromnie dużo. Zobaczyłam, jak naprawdę wygląda organizacja kilkudniowego festiwalu. Nauczyłam się co nieco o radzeniu sobie z kryzysami organizacyjnymi, pracy pod presją czasu, współpracy z wolontariuszami, ochroniarzami, dźwiękowcami, barmanami, młodymi kabaretami i gwiazdami estrady.

 

Bajla

Na wakacjach przed ostatnim rokiem studiów zgłosiłam się do unijnego programu wspierającego powstawanie nowych firm. Całe wakacje chodziłam na zajęcia z przedsiębiorczości, żeby móc wziąć udział w konkursie biznesplanów. Dostałam dotację i 1 grudnia 2011 zarejestrowałam własną działalność gospodarczą o nazwie BAJLA Anna Królikowska.

Wtedy się zaczęło. Pierwsze zorganizowane zajęcia samoobrony. Sukces i radość. Pilates. Zajęcia plastyczne dla dzieci. Warsztaty rękodzieła. Porażka, brak chętnych. Emisja głosu, taniec gruziński,  joga śmiechu, warsztaty improwizacji, haft sutasz, taniec Bollywood. Zebrana grupa, ale zbyt mała, żeby na wszystko zarobić. Trwał u mnie jeden wielki kwiecień – plecień, mieszanka sukcesów i porażek. Powoli wyciągałam wnioski na temat tego, co działa, które zajęcia cieszą się powodzeniem. Z czasem udało mi się zebrać stałe grupy, chociaż zdarzały się słabsze miesiące.

Poznałam cudownych ludzi, trenerki, instruktorów, klientki. Z drugiej strony byłam zmęczona kołowrotkiem złożonym z warsztatów, składek ZUS, czynszu, maili i smsów. Codzienne sprawy pochłaniały mnie bez reszty i brakowało mi energii na myślenie o rozwoju firmy.

To był poważny kryzys. Miałam wrażenie, jakbym doszła do ściany. Podjęłam wtedy przełomową decyzję i odwróciłam Bajlę do góry nogami. Zrezygnowałam z wynajmowania lokalu i z większości zajęć. Zostawiłam tylko te, które cieszyły się największym powodzeniem. Przeformułowaliśmy kursy na takie ze stałą liczbą spotkań, stałą grupą i usystematyzowanym programem.

Teraz na bajlowe szkolenia wynajmuję sale warsztatowe na godziny, w zależności od potrzeb. Z perspektywy czasu widzę, że to była najlepsza decyzja. Zyskałam więcej przestrzeni i ukrytą wcześniej kreatywność.

 

Latająca Szkoła i Zloty

Kiedy Agata Dutkowska ogłosiła, że szuka osób do pomocy w organizacji pierwszego Zlotu, zgłosiłam się od razu. W zamian brałam udział w Latającej Szkole.

Tuż przed drugim Zlotem nad głową zapaliła mi się żarówka – jak w kreskówce. Wpadłam na pomysł nowej usługi – organizacji fajnych wydarzeń na zlecenie innych kreatywnych biznesów. Ola Budzyńska została moją pierwszą klientką. Tuż przed zlotem uruchomiłam stronę aniaorganizuje.pl.

Trzeci Zlot, w styczniu 2017, koordynowałam od strony organizacyjnej. Nauczyłam się sporo o priorytetach, elastyczności i myśleniu o wielu sprawach na raz.

 

Ania organizuje!

Od ponad roku pomagam małym, kreatywnym biznesom organizować fajne wydarzenia, np. spotkania Klubu Pań Swojego Czasu, szkolenia „Ty i Twoja marka online” Joanny Ceplin czy warsztaty krakowskiej pracowni PatyNowy.

 

Pomogę Ci!

Zorganizuję Twoje wydarzenie! Ty rozwijaj spokojnie swój kreatywny biznes, a ja zajmę się koordynacją konferencji, zlotu, szkolenia, spotkania z czytelniczkami bloga albo warsztatów. Sprawdź szczegóły!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *